Pamiętam, jak dośc dawno temu podejmowałam próby wprowadzenie w swoje życie, regularnej aktywności sportowej. No właśnie - podejmowałam. Wyglądało to zazwyczaj tak: od jutra chodzę na siłownie, chociaż na 30 min; a jak nie siłownia - to pobiegam. No i nawet czasem zaczynałam (no bo zawsze mogłam zacząć jutro). Czasami utrzymałam rytm dwóch wyjść na siłownie, zrobiłam przerwę jeden dzień, i znowu kolejną aktywność zaczynałam od tego magicznego "jutro". Z każdym kolejnym dniem popadałam w coraz większą frustrację że mi nie wychodzi, że jestem jednak leniwa, że "co ze mną jest nie tak", bo przecież ruch jest dla mnie ważny, potrzebuję ćwiczyć, ruszać się, chcę tego….I znowu wchodziło to magiczne: "ze mną jest coś nie tak!"
Myślę, że może brzmieć znajomo. Czasem mogło chodzić o sport, czasem o niejedzenie słodyczy albo jedzenie 5 posiłków dziennie, albo o czytanie przez 1 godzinę dziennie. Możemy mieć różne cele, różne motywacje, ale najczęściej chcemy wprowadzać nowe zwyczaje "na już" i "codziennie". Jednak przychodzi taki moment w tym misternie zaplanowanym procesie, że łamiemy się i przekreślamy wszystko co wydarzyło się do tej pory i co udało nam się osiągnąć. Co więcej - obwiniamy się, dokładamy sobie i rzucamy wszystko, bo przecież "jesteśmy beznadziejne i nic nam nie wychodzi".
Tylko nie o to w tym wszystkim chodzi. My zachowujemy się całkowicie normalnie; co więcej - nasz organizm zachowuje się w takich sytuacjach również całkowicie naturalnie. Podejmując decyzje o zmianie, o wprowadzaniu nowych zachowań, rozpoczynamy nierówną walkę z nawykami, bo "walczymy" same ze sobą. Im bardziej walczymy, tym bardziej wyczerpująca ta walka się staje.
Dlaczego?
Bo gdy chcemy robić rewolucję w naszym życiu czy organizmie, nasze ciało będzie się sprzeciwiać, będzie się bronić, aby zachować status quo, bo nie koniecznie zmiany lubi.
Dlatego wprowadzenie nowych nawyków nie jest prostą sprawą. Przez lata były kształtowane, wzmacniane, wykorzystywane w sytuacjach dobrych jak i trudniejszych, a czasem po prostu na porządku dziennym. Sięgamy po coś słodkiego, gdy chcemy się nagrodzić za dobrze wykonany projekt, ale też gdy jakaś sytuacja w pracy zepsuje nam pół dnia. Zaczynamy scrollować social media, nie tylko gdy mamy wolną chwilę w tramwaju czy metrze, ale również, gdy emocje kumulują się, zaczynają nas przytłaczać i nie są ani łatwe, ani przyjemne. Potrzebujemy gdzieś rozładować to napięcie ("przecież wczoraj obiecałam sobie, że nie będę tyle siedzieć na telefonie!").
Oczywiście - to nie jest tak, że nawyki tylko nam przeszkadzają. Na co dzień, pozwalają naszemu mózgowi skupić się na ważniejszych kwestiach i dlatego "odruchowo" z rana najpierw idziemy do łazienki, myjemy się w określonym porządku, ubieramy (jedni zaczynają od majtek, inni od skarpetek), a dopiero na końcu idziemy zrobić sobie kawę. Czy dałoby się to zmienić? No jasne, ale na początku wymagałoby to świadomego działania z naszej strony, przemyślanych ruchów i czynności. I tak na przykład zamiast pić kawy z rana, najpierw wypijalibyśmy szklankę wody. Na początku pewnie będzie trudniej, ponieważ trzeba hamować swoją rękę, żeby nie poszła odruchowo w kierunku przycisku "duża czarna" tylko do filtra z wodą, niemniej - po pewnym czasie (magiczne 90 dni niekoniecznie działa) zaczelibyśmy robić to mniej lub bardziej mechanicznie.
A co z naszymi schematami postępowań bardziej złożonymi, jak np. sięganie po coś słodkiego, kiedy mi źle lub wchodzenie na social media, gdy ktoś mnie zdenerwuje? To często może wymagać głębszego zastanowienia i analizy, ale również jest wykonalne. Jednym z ciekawszych ćwiczeń, jest uważne przyjrzenie się swoim emocjom i reakcjom. W tym celu warto prowadzić przez pewien czas dzienniczek, w którym będziemy notować nasz stan emocjonalny: jakie emocje wywołują w nas konkretne sytuacje, jak się czujemy, jakich obszarów dana sytuacja dotyka, jakie sygnały płyną do nas z ciała itp. Ważne jest wówczas, aby również zanotować, jakie zachowania towarzyszą tym emocjom: czy idę coś zjeść, napić się, chce mim się spać, bolą mnie plecy? A może reakcja z ciała przychodzi nieco później? "Nie mogłam zasnąć w nocy, bo bolał mnie brzuch".
Warto również spisać wszystkie nasze nawyki. Przyglądając się, jak wygląda nasz dzień, jakie zachowania powtarzają się najczęściej, jakie sytuacje je wywołują powinna udać nam się wyłuskać te najważniejsze, najczęstsze. Może to być bardzo pomocne, gdzy chcemy zastąpić jeden nawyk innym.
Kiedy wiemy już jak wygląda nasz mapa nawyków, możemy wybrać jeden nawyk, który chciałybyśmy zmienić. Najlepiej jeśli jest to coś prostego, ale jednocześnie dostarczy sporo benefitów (np. picie odpowiedniej ilości wody w ciągu dnia). Warto wówczas sobie zadać kilka pytań: od czego chciałabym zacząć? czy potrzebuje jakiejś pomocy, aby zacząć wprowadzać dany nawyk? jaki będzie pierwszy krok? kto mnie może w tym wesprzeć?
Ciekawą techniką wspomagającą osiąganie zamierzonych celów (a wprowadzanie nowego nawyku może stać się celem) jest wyobrażanie sobie, że osiągnęło się swój wymarzony efekt. Myślę, że sporo osób już to (nieświadomie) stosuje. Jednak kluczem, aby ta technika zadziałała, jest wyobrażanie sobie również procesu, czyli: co konkretnie chce zrobić, aby osiągnąć cel? jak będę to robiła? co mi jest potrzebne? jak będzie wyglądał mój dzień w czasie zmiany? Wyborażanie sobie efektu i procesu, podtrzymuje naszą motywację, co pozytywnie wpływa na nasze codzienne działania, a tym samym daje lepsze efekty końcowe.
Wprowadzanie nowych nawyków, proces kształtowania ich, umacniania - nie jest procesem ani szybkim, ani łatwym. Jest jednak możliwe. Im bardziej spojrzymy na to jak na ulepszanie naszego życia, tym większa szansa, że będzie przebiegać ono łagodniej. Z dużym prawdopodobieństwem czasem potkniemy się, ale to nie definiuje naszego sukcesu i nie przekreśla samego procesu zmiany. Przyjrzyjmy się sytuacji, przyjrzyjmy się sobie samym, naszym emocjom, gdzie jesteśmy i czego realnie potrzebujemy w tej chwili - zaopiekujmy się sobą w takich momentach, po to, aby móc kontynuować świadomie naszą zmianę.



