Ludzie rzadko pytają o to wprost, a myślą o tym prawie wszyscy: co ja tam właściwie będę robić przez godzinę?

Wyobrażenia bywają różne. Kozetka. Ktoś, kto milczy i notuje. Pytanie o dzieciństwo w pierwszej minucie. Konieczność płakania, żeby to się „liczyło”.

Nic z tych rzeczy.

Najpierw krótka rozmowa, nie sesja

Zaczynamy od trzydziestu minut — online albo w Warszawie. To nie jest jeszcze terapia i nie trzeba się do niej przygotowywać. Jeśli wahasz się, czy to już powód, żeby się umawiać, pisaliśmy o tym osobno.

Opowiadasz własnymi słowami, z czym przychodzisz. Tyle, ile chcesz. Możesz powiedzieć „nie wiem, jak to nazwać” i to jest kompletna odpowiedź. My pytamy o parę rzeczy praktycznych: od kiedy tak jest, czy coś podobnego działo się wcześniej, czy wydarzyło się coś, przez co decydujesz się na to akurat teraz, czy byłaś już kiedyś w terapii i czy jesteś pod opieką lekarza.

Nie pytamy, jak miałby wyglądać dobry efekt. Na tym etapie mało kto to wie, a pytanie sugeruje, że powinnaś — rozeznajemy się w tym, jak jest teraz.

Te trzydzieści minut jest po to, żebyś to Ty mogła zdecydować: czy chcesz pracować z tą osobą, czy to, czego się dowiedziałaś, Ci wystarczy, czy potrzebujesz jeszcze czegoś, żeby podjąć decyzję.

Ta rozmowa Cię do niczego nie zobowiązuje. Nie musisz decydować na miejscu, nie musisz nic podpisywać i nie musisz się tłumaczyć, jeśli po niej nie odezwiesz się więcej.

Potem właściwa sesja

Pierwsze spotkanie terapeutyczne trwa pięćdziesiąt minut i wygląda mniej dramatycznie, niż się wydaje. Rozmawiamy. Ja zadaję pytania, Ty odpowiadasz na te, na które chcesz.

Kilka rzeczy, które warto wiedzieć zawczasu:

  • Nie musisz mieć gotowej historii. Nie ma znaczenia, czy zaczniesz od początku, od środka, czy od tego, co zdarzyło się wczoraj.
  • Nie musisz mówić o wszystkim. „Nie chcę o tym dzisiaj” to pełnoprawne zdanie i nikt go nie podważy. Kiedyś pewnie warto będzie temu się przyjrzeć — ale w takim czasie i tempie, na jakie jesteś gotowa.
  • Nie ma dobrych i złych odpowiedzi. Nie sprawdzam Cię.
  • Możesz zapytać o mnie — o szkolenie, o nurt, o superwizję, o to, czy pracowałam już z czymś podobnym. To normalne pytania i nie są niegrzeczne.
  • Możesz milczeć. Cisza w gabinecie nie jest krępująca, tylko dla mnie użyteczna.

Pod koniec zwykle ustalamy, jak dalej: jak często, na jak długo się umawiamy, po czym poznamy, że to działa.

Czego nie będzie

Nie postawię diagnozy na pierwszym spotkaniu i nie będę przekonywać Cię, że potrzebujesz terapii. Nie dostaniesz recepty — leki przepisuje psychiatra i jeśli to będzie miało sens, powiem to wprost, zamiast leczyć na własną rękę.

Nie powiem też, co masz zrobić ze swoim życiem. To bywa rozczarowujące, kiedy przychodzi się po gotową odpowiedź, i jest jedyną uczciwą wersją tej pracy.

A jeśli po pierwszej sesji będę wiedzieć, że to nie to?

To powiedz. Naprawdę.

Dopasowanie do osoby jest jednym z najważniejszych warunków tego, żeby terapia w ogóle zadziałała, i nie da się go przewidzieć z opisu na stronie. Zmiana terapeutki nie jest zaczynaniem od zera ani niczyją porażką — odpowiadamy na to wprost w częstych pytaniach.

Możesz też po prostu nie wracać. Nie będziemy dopytywać.